Co musi się wydarzyć, żeby dzieci mogły bezpiecznie dojść do szkoły? - pytają rodzice

Renata HryniewiczZaktualizowano 
Przejście jest naprawdę niebezpieczne Renata Hryniewicz
Przez główną drogę w Torzymiu pędzą samochody ciężarowe. Na jednym z przejść dla pieszych na tej drodze, nieopodal szkoły, omal nie doszło do dramatu. Dziewczynka mogła zostać potrącona...

- Czekając na córkę, wyszłam przed blok. Widziałam, jak podchodzi do przejścia dla pieszych - mówi Nina Nowaczyk, mama dziewięcioletniej Heleny. - Widziałam zwalniające tiry, ustawiające się w kolejce za samochodem, który zatrzymał się przed pasami. Na chwilę spuściłam wzrok z Helenki. Kiedy znów spojrzałam, auto, które przed chwilą ustępowało jej miejsca na jezdni, stało za pasami, na środku skrzyżowania, lekko skręcone. Widziałam kierunkowskaz migający miarowo i brak ruchu niebieskiego pompona u czapki córki... - dodaje. Helena powinna była już przejść przez część jezdni i pokazać się na wysokości wysepki, ale jej nie było. Samochody stały na światłach awaryjnych, a osobówka, która miała Helę przepuścić na pasach, stała za pasami.

Co się stało? Rozpędzony tir nie wyhamował i z impetem uderzył w samochód osobowy, który zatrzymał się, by ustąpić pierwszeństwa Heli. Siła uderzenia była tak silna, że przepchnęła auto na drugą stronę przejścia dla pieszych, przy którym czekała dziewczynka.

- Nie weszła na jezdnię tylko dlatego, że od zawsze jest przez nas uczona, by czekać, aż obie nitki jezdni będą bezpieczne. Z prawej strony, z dołu, nadciągał samochód ciężarowy, którego ja jeszcze nie widziałam, ale zauważyła go Helena. Nie była w stanie ocenić odległości i prędkości zbliżającej się ciężarówki, dlatego czekała. To ją uratowało - mówi mama.

Droga, o której mówi pani Nina, to droga krajowa nr 92. Odpowiedzialna za nią jest Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. - W latach 2014-2015 wykonana została przebudowa drogi 92 w Torzymiu. Pojawiło się wiele elementów poprawiających bezpieczeństwo na przejściach dla pieszych np. azyle - mówi Anna Jakubowska, rzeczniczka oddziału dyrekcji dróg w Zielonej Górze. - Obecnie przejście przy szkole jest doświetlone, oznakowane znakami A-17 „dzieci”, a pod znakami D-6 są tabliczki T-27 „Agatka”( mówi o możliwości spotkania w tym miejscu dzieci i zachowaniu szczególnej uwagi - red.). Wszystkie rozwiązania były konsultowane z władzami miasta oraz policją - dodaje rzeczniczka. Zaznacza też, że nie zawsze sygnalizacja świetlna jest dobrym rozwiązaniem. -Zdaniem specjalistów od bezpieczeństwa ruchu drogowego, zielone światło tworzy czasem złudne poczucie bezpieczeństwa osoby wchodzącej na przejście, bo kierowcy niestety nie zawsze stosują się do obowiązujących przepisów i oznakowania, nawet czerwonego światła, a wtedy nie trudno o dramat. Szczególnie przy dużym natężeniu ruchu - mówi A. Jakubowska.

Rodzice uważają, że światła jednak wymuszają spowolnienie ruchu i jak najbardziej w tym miejscu poprawiłyby bezpieczeństwo. - Co do lamp, żadna z nich nie działa, a więc żadne przejście dla pieszych nie jest doświetlone - ani o zmierzchu, gdy zaczyna się szarówka, ani późną nocą, ani nad ranem, gdy dzieci jeszcze przed zimowym świtem idą do szkoły - mówi pani Nina.

Dyrektor szkoły, kiedy opowiedzieliśmy mu sytuację z Heleną, był przerażony. - Zwracaliśmy uwagę, zresztą nie tylko my, bo mieszkańcy też, na bezpieczeństwo dzieci w czasie konsultacji nad przebudową drogi - mówi dyrektor Robert Borkowski. - Powiedziano nam, że sukcesem jest to, że światła pojawiły się przy Chrobrym (to całkiem inna część miasta - red.). Idąc dalej, postanowiłem poprosić radę rodziców, by rozpoczęła zbieranie podpisów pod petycją, która miałaby na celu zainstalowanie świateł przy przejściu.

Do akcji obiecał nam włączyć się także burmistrz Ryszard Stanulewicz. - Jak najbardziej światła przy tym przejściu powinny się pojawić - mówi burmistrz. - Ja ze swojej strony obiecuję jeszcze raz wystąpić do szefa dyrekcji dróg. Jeśli dostanę petycję, będę miał mocny argument - mówi.

Burmistrz mówi też, że kiedy były konsultacje w sprawie drogi, złozył wniosek o światła na każdym przejściu, ale dyrekcja dróg nie wyraziła zgody. - Od lat na każdy wniosek, czegokolwiek by on dotyczył, słyszę odpowiedź odmowną - mówi.

Policja od 2015 r. nie odnotowała na tym przejściu wypadku z udziałem pieszego. - Pomimo, że wypadku tutaj od lat nie było, policja popiera wszelkie inicjatywy podnoszące bezpieczeństwo - mówi Klaudia Richter, rzeczniczka powiatowej policji w Sulęcinie.

Wideo

Materiał oryginalny: Co musi się wydarzyć, żeby dzieci mogły bezpiecznie dojść do szkoły? - pytają rodzice - Sulęcin Nasze Miasto

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3